fbpx

Karpacz – Królewna Śnieżka

Karpacz – tym razem celem naszego wyjazdu były urodziny Di i Łukasza. Urodziny niezwykłe, ponieważ wiązały się z zimowym wejściem na Śnieżkę.

Wyruszyliśmy w piątek, przy okazji zahaczając o koncert Póki Co w Opolu.

Nie wypadało nie być z dwóch powodów:

a: Jonasz ten koncert organizował, b: głos Eli i wykonywane utwory są jak magnes.

Po koncercie ruszyliśmy do Di. Troszkę już zmęczeni zawitaliśmy do Piechowic, gdzie po krótkiej nasiadówce padliśmy zmęczeni. Następnego dnia gospodarze zrobili dla nas fantastyczne śniadanie, podczas którego zaczęła się materializować cała ekipa, z którą zamierzaliśmy Królewnę Śnieżkę podbić.

W Karpaczu siąpił deszcz, a nad górami zbierały się dość ciemne chmury. Lokalny jegomość w krótkich spodenkach (!) ostrzegł nas, że może nas solidnie przewiać na górze. Cóż, wychodzimy z założenia, że nie ma złej pogody, a jedynie nieodpowiednio ubrani ludzie.

Ruszyliśmy zatem radośnie, robiąc przystanki na urodzinowe owoce w płynie. Im wyżej, tym widoki były coraz bardziej zaczarowane, ale droga też coraz trudniejsza i bardziej ośnieżona. W dole Karpacz cicho mruczał.

Wiatr przybierał na sile dodatkowo wzbijając w ruch płatki śniegu , które jak pociski lodowe chłostały nasze twarze. Okulary zimowe na niewiele się zdawały. W zasadzie tylko przeszkadzały, drobinki śniegu skraplały się na przedniej części i efekt był taki jak podczas jazdy w deszczu bez włączonych wycieraczek.

Zawieja i widoczność na 30 m. Trasa oscylowała na około 10 -11 km, i czasem przejścia około 6h z przystankami. Różnica wysokości to około 1300m. Powoli acz z pewnym już zmęczeniem pokonywaliśmy kolejne metry podejścia. Zaczynaliśmy podejście na Sowią Przełęcz i pierwszy dłuższy przystanek zaplanowaliśmy w czeskim schronisku Jelenka.
Sowia Przełęcz oddziela Czarny Grzbiet od Kowarskiego Grzbietu. Na wschód od przełęczy wznosi się Skalny Stół, natomiast na zachodzie góruje Czarna Kopa. Przez przełęcz przebiega granica polsko-czeska. Nakarmieni i napojeni ruszyliśmy na Czarną Kopę, Ścieżka prowadziła początkowo lasem, a wyżej wiła się wśród gęstej, coraz mocniej ośnieżonej kosodrzewiny. Jest to bardzo strome podejście. Szczyt Czarnej Kopy nie jest jakoś triumfalnie oznaczony, a jego wysokość to 1407 metrów n.p.m. Przy dobrej widoczności widać już UFO na Śnieżce, ale nie tym razem. Dotarliśmy do ścieżki Jubileuszowej.

Wiatr przybierał na sile. Zmęczeni i zmarznięci zdecydowaliśmy się skierować się niebieskim szlakiem do Domu Śląskiego. Tylko dwójka z nas odważnie podeszła pod samo obserwatorium na Śnieżce. Dla zobrazowania potęgi pogody i siły wiatru dodamy że szedł z nami całą drogą Husky; pies dla którego takie warunki nie są przeszkodą. Mimo tego przy szczycie wyraźnie zaprotestował i trzeba go było nieść na rękach do schroniska. W Domu Śląskim kolejny zaplanowany przystanek z obiadem i owocami w płynie produkcji znanych koncernów monopolowych i Hand’s Made.

Poczekaliśmy na dwójkę śmiałków i najedzeni, choć nie do końca rozgrzani, bo w schronisku było zimno jak w psiarni, ruszyliśmy na stację wyciągu by zjechać w dół. Na dole szybkie przegrupowanie i pakowanie w taxi z transportem na miejsce zakwaterowania. Po przyjeździe na miejsce (tutaj polecamy obiekt Bukówka) wskoczyliśmy pod gorący prysznic i wykonaliśmy drzemkę techniczną. Wieczorem potrójne urodziny, których opisywać nie będziemy, choć były naprawdę fantastyczne.
Następnego dnia obudziliśmy się ok. 6.30 i ruszyliśmy na poszukiwanie kawy. Karpacz spał, zatem (to zaczyna być naszą kolejną tradycją) pojechaliśmy na stację benzynową. Gdy po kilku łykach otworzyły nam się oczy doszliśmy do wniosku, że właściwie warto przejechać się do stojącej nieopodal Świątyni Wang – drewnianego ewangelickiego kościoła przeniesionego w 1842 z miejscowości Vang w Norwegii . Tutaj szczegółowy opis

karpacz3

W promieniach porannego słońca zarówno Świątynia, jak i jej otoczenie wyglądały naprawdę czarownie, ale nas zachwycił inny widok: chmury spełzające po zboczach gór. To nie dające się opisać piękno zatykało dech w piersiach! Nie było widać królewny Śnieżki. Karpacz to piękne miejsce na mapie i warte odwiedzenia.
Na krótko wróciliśmy do Bukówki, zjedliśmy śniadanie, pożegnaliśmy się ze wszystkimi (Di, Łukasz – dziękujemy!) i ruszyliśmy dalej. Właściwie mieliśmy wracać do domu, ale kto powiedział, że droga do domu ma być prosta i krótka?

karpacz4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − 8 =

Napisz do Nas!
%d bloggers like this: