fbpx

Magiczna Pietraszonka – Beskid Śląski

“Zabierz mnie na Pietraszonkę” (sł. A. Bacińska)

Wpada do mnie Jonasz w sobotę i stojąc jeszcze w drzwiach mówi: pakuj się, jedziemy na Pietraszonkę. No Paaanie, mnie w to graj. Pietraszonka to chatka, do której mam szczególny sentyment. Moja pierwsza, do której trafiłam lat temu… to może pominę. Tym razem to podwójna radość: Jonasz nigdy jeszcze nie był na Pietraszonce, a ja bardzo chciałam Mu ją pokazać.


10 minut. Magiczne 10 minut to czas, w jakim się pakuję. Nauczył mnie tego mój Tato powtarzając mi
od zawsze: “pakuj się szybko, bo ktoś się rozmyśli i Cię nie zabierze ze sobą”. Dlatego spakowanie plecaka trwa u mnie 10 minut – tyle, ile Jonasz potrzebował na wypicie kawy. Ostatnim ruchem chwytam zawsze śpiwór leżący przy drzwiach wejściowych, ale…
O tym za chwilę. Wsiedliśmy do samochodu i w drogę. Piękna pogoda, rozśpiewany dzień
w aucie, jesteśmy na wysokości Żor i… :

– Jonasz… Czy my wzięliśmy śpiwór?
– Eee…wracamy? (rzekł Jonasz elokwentnie)
– Nie! Kupujemy po drodze. Skręcaj, tu!

Kupiliśmy śpiwór i dalsza droga przebiegała już bez zakłóceń. Dojechaliśmy w chwili, gdy zaczęło zmierzchać. Pietraszonka to przysiółek Istebnej, na południe od Baraniej Góry. Ta magiczna Pietraszonka to cudna, stara chatka studencka AKT Watra. To niepowtarzalny zapach drewna, huśtawka przy kominku, gitary na ścianach i tony śpiewników, oraz wychodek zwany Ulem. Warunki surowe – i całe szczęście, byle kto tam nie zagląda. Jonasza zaszokowało, że młodzi ludzie (obsługa i sami chatkowicze) zamiast gapić się
w smartfony – rozmawiają ze sobą.
Gdy już zrzuciliśmy plecaki w bokówce i podeszliśmy do ogniska, to szybko zabraliśmy się
za pomoc w lepieniu pierogów z jagodami, pieczonych później przy ognisku na kamieniach. Wierzcie mi – lepsze nie istnieją!

pierogi na ognisku

Wieczór upłynął nam w przemiłym towarzystwie, śpiewająco. Następnego dnia po porannej kawie przy dźwiękach gitary i upleceniu przeze mnie wianka ruszyliśmy dalej, zostawiając młodych grających w planszówki.

Jonasz z gitarą

Pojechaliśmy sobie na Trójstyk Polska – Czechy
– Słowacja. Bo tak. Bo niedaleko. Usiedliśmy po czeskiej stronie i było nam tak dobrze,
że do domu wracaliśmy przez Czechy. Nie ostatni raz zresztą, ale to już kolejna historia.

Właśnie zapytałam leżącego obok Jonasza:

  • Powiedz jednym zdaniem: jak było na Pietraszonce?
  • … (westchnął i oczy Mu się rozmarzyły)
  • Tak. To magiczna Pietraszonka.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 + four =

Napisz do Nas!
%d bloggers like this: