fbpx

W Chałupie bal.

Święta, święta i po świętach…

tak się mówi przecież, prawda? Ale my już myśleliśmy o górach i spędzeniu poświątecznego czasu w ciszy i spokoju, wraz ze znajomymi w zacisznym, urokliwym miejscu, a nie w jakimś hotelu czy na dużej sali. To nie dla nas…

 Czas to przecież sylwestrowo-noworoczny a i trochę wolnego się zaplanowało. Wychodziło coś około tygodnia, z jakąś małą przerwą na dwa dni dyżuru. Wybór nie był taki oczywisty, ba nawet trudniejszy niż zwykle. Większość znajomych przygotowywała coś muzycznego. Chciałoby się być w kilku osobach, by móc jednocześnie być ze wszystkimi, w kilku miejscach naraz.

bal_7

Oczywiście nie mogło to być daleko, gdyż byliśmy pod telefonem dyżurnym w pracy. Ale tak do 200 km można przecież sprawnie i szybko się przemieścić w zimie bez śniegu. Zaczerpnęliśmy języka tu i ówdzie, i stało się jasne, że pojedziemy w nasze Beskidy, do Chałupy. Zapowiedziała się niewielka grupka osób, zatem dla nas idealnie.

Zaplanowanie zakupów na tydzień to cała logistyka.

Co innego, kiedy na liście jest tylko alkohol, ale w tym przypadku trzeba było zaplanować kilkanaście posiłków bez późniejszego odwiedzania sklepów. Z dwóch powodów: po świętach, a przed sylwestrem niewiele jest na regałach, a poza tym nie wiadomo było co zastaniemy na miejscu (zima stulecia, zaspy, śnieg po kolana), ale raczej oczywiste będzie że nie będzie komu do tego sklepu pojechać.

Lista przygotowana, rzeczy spakowane, samochód załadowany – ruszyliśmy. Z dozą naszej żyłki awanturniczej wyjechaliśmy wczesną porą wiedząc, że na miejscu i tak nikogo jeszcze nie będzie, bo zimą chałupa funkcjonuje inaczej niż w sezonie turystycznym. Otwierana jest tylko w weekendy. W Rajczy dokupiliśmy jeszcze kilka rzeczy i wylądowaliśmy pod Chałupą.

bal1

Zgodnie z naszymi przewidywaniami. Chałupa była zamknięta na cztery spusty. Czekaliśmy na obsługę, korzystając z dobroci zimy w górach. Śnieg i kawa na świeżym powietrzu. W trakcie picia kawy pojawił się Marek, który otworzył Chałupę. Było z minus siedemset, więc szybko ruszyliśmy do rozpalania w piecach, zostawiając rzeczy w samochodzie. Piece rozpalone, okiennice pootwierane, zrobiło się przyjemnie ciepło w kuchni. Wstawiliśmy wodę i zaczęliśmy przenosić rzeczy do pokojów. Pokoje nad kuchnią szybko się nagrzewają i w całej Chałupie robi się ciepło.

bal4

Trzeba przyrządzić posiłki i zasiąść do stołów, pograć i pośpiewać. Leniwie minęło kilka dni i zbliżał się Sylwester. Okazało się, że osób zapowiedziało się więcej, ale byliśmy spokojni, bo nie były to dzikie tabuny obcych, a sami swoi. Z rozrywek zaplanowane były: tańce, hulanki, swawole, ognisko i szampan o północy. Czas przy zabawie szybko mijał. Nad ranem zmęczeni położyliśmy się spać, zaszumieni bąbelkami czy innymi napojami z banderolą. Dołożyliśmy jeszcze drwa do pieca, bo sen przed nami mógł być długi. Spać mogliśmy i długo, ale jednak żołądek przypominał, że pora karmienia przyszła. Więc już przed południem na nogach, z kawą w ręku, w kapciach, na werandzie z widokiem na góry mogliśmy cieszyć się życiem. Ciszą, widokami i niesamowicie rześkim powietrzem, szumem strumienia, co w pobliżu przepływa i monotonnie przypomina, że wszystko przemija.

bal2

Ale nam jeszcze nie śpieszno. Wiedzieliśmy, że chociaż na drugi dzień stawić się musimy w pracy, to tylko na dwa dni, by wrócić dalej do naszego słodkiego lenistwa. I tak aż do Trzech Króli. W Chałupie ubywało ludzi, a my odpoczywaliśmy ciesząc się takim luźnym nieróbstwem. To to że nic nie robiliśmy wcale nie oznaczało, że nie mieliśmy zajęcia. Drewno trzeba porąbać, kuchnie utrzymywać w gotowości, posiłki, sprzątanie czy obsługa turystów. W pierwszy piątek stycznia zaplanowaliśmy grilla, więc dziewczyny zaczęły już wcześniej przygotowywać mięso i sałatki czy surówki.

bal6

Na grillu, kiedy tak te steki skwierczały, kiełbaski pachniały i strzelały tłuszczykiem, kaszanka robiła się na asfalt, my korzystaliśmy z dobrodziejstw rodzimej produkcji fermentowanych soków o różnym stężeniu. Przy śpiewie i gitarach minął wieczór, ani na chwilę nie przeszkodził nam fakt, że na zewnątrz panowało troszkę poniżej zera. Następnego dnia posprzątaliśmy wszystko i zebraliśmy się do powrotu. Pakowanie i czyszczenie chaty to zajęcie na kilka godzin, ale przy sprawnej ekipie toooo był moooomeeeent. Następnie wróciliśmy do plaż betonowych, hałasu, i wszechobecnego pośpiechu. Ale to tylko na chwilę, bo zaraz czekały nas ferie zimowe 🙂 na które zamierzaliśmy wyruszyć razem z dziećmi. Do zobaczenia, Chałupo!

bal5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − 8 =

Napisz do Nas!
%d bloggers like this: